czwartek, 16 listopada 2017

16.11.2017

Coraz ciężej wstać... Na szczęście po odprowadzeniu młodej do przedszkola miałem jeszcze prawie 2 godziny, umyłem łazienkę z nudów :) W pracy przeżyłem, nawet nieźle poszło, tyle, że mi znowu uciekła godzina wychowawcza na apel, zdążyłem opieprzyć za krótko. Ostatnie godziny z moimi to męczarnia: pierwsza jeszcze wchodzi, ale druga to już głupawka... Odebrałem młodą nieco później, Gosia czekała z obiadem i z awanturą, bo okazało się, że Kajka wróciła z torebką, w której był prezent dla Maćka. Porwaną. Dlaczego? Jak to się stało? Drążyła jak zwykle strasznie, aż mi szkoda dziecka było... Okazało się, że się pokłócili i porwali, jakiś dramat się rozegrał :d Kuba nie przyszedł, znowu mnie powiadomili po czasie, że chory... Cholera. O, i dostałem propozycję napisania tekstu do jakiejś aplikacji o Warszawie, fajnie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz