środa, 24 września 2014

24.09.2014

Śpię sobie zadowolony. Otwieram oko i patrzę: 7:05. O w mordę! Telefon w nocy zdechł i nie zadzwonił, choć było ponad połowę baterii!! Wyskoczyłem w biegu, Gosia zrobiła mi kanapki, które zjadłem w samochodzie, ale zdążyłem jeszcze zrobić testy i pójść na dyżur. Uffff... Trzy lekcje minęły szybko, załatwiłem podręczniki, i korzystając z ładnej pogody pojechałem na zdjęcia - niestety bateria padła po 5 zdjęciu. Kurde. Wróciłem do domu, dziewczyny przyszły po prawie godzinie, mama zaraz przed nimi. Zjedliśmy obiad i pojechałem niby na zajęcia, ale dokończyć fotki, niestety zrobiłem tylko jeden spacer. Próbuje pisać przewodnik.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz