sobota, 6 września 2014

06.09.2014

Zanim się rano wygrzebaliśmy, zrobiła się 11. Zahaczyliśmy o dwa Lidle po te jesienne ubranka, oddaliśmy telewizor na elektrośmieci i dobrnęliśmy do szpitala. Gosia weszła pierwsza, mama mnie dorwała na parkingu i kiedy wlazłem na oddział, to mnie wywalili, bo wizyty od 13... To przyszedłem 13:10 i ledwo doszedłem do łóżka i się przywitałem, znowu nas wywalili, bo obiad będą dawać. To po cholerę jest wejście od 13, kiedy i tak nie można wejść? Ciotka wygląda średnio, cała opuchnięta, ale kontaktuje i może będzie lepiej... Gosia uparła się dziś Kajkę położyć bez butelki i szarpała się z nią ponad godzinę... Tyle to trwało, że nie poszliśmy na popołudniowy spacer. Nasi ledwo wygrali z Kamerunem w siatkę.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz