sobota, 30 sierpnia 2014

30.08.2014

No i co z tego, że wstaliśmy po 7, jak ledwo na 12 zdążyliśmy? 3 minuty przed, choć nawet spóźnieni godzinę niewiele byśmy stracili - byliśmy drudzy. Kajka zaczęła latać po muzeum etnograficznym, po tych salach dziecięcych: szał z rybkami na podłodze, zabawkami... Biegała jak szalona, a kiedy weszliśmy na salę wystawową, to na widok tych wszystkich masek i innych sprzętów mało co nie oszalała. Ciężko ją było stamtąd wyciągnąć! Ale w domu padła, ja poszedłem po żarcie i odpoczywaliśmy, bo latać za nią trzeba było non stop. Potem spacer i mecz siatkówki, wygrany z Serbią. Nie mogę uwierzyć, że w poniedziałek rozpoczęcie roku...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz