niedziela, 26 stycznia 2014

26.01.2014

W sumie, jeśli Kajka wstała po 8, to ok... Siedzieliśmy i siedzieliśmy, Kajka znowu nic nie chce jeść, super. Pojechałem szybko do kerfjura po sanki, ale nie było z oparciem, to skoczyłem do tesco. Były takie marne, ale kupiłem, a co. To po obiedzie poszliśmy na pół godziny na sanki. wprawdzie -11, śnieg pada, ale co tam. Kajka jest nieco zdegustowana pogodą, ale sanna była fajna, dopóki nie puściłem jej z górki, i na dole się wyglebała... Nic się oczywiście nie stało, trochę się przestraszyła, ale co tam. Kontynuowaliśmy sannę, Kajka była nieco zdziwiona czas cały,  policzki mocno pokraśniały i fajnie. Dobrze, że nie byliśmy w Jonkowie, bo na drogach jest masakra.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz