wtorek, 7 stycznia 2014

07.01.2014

Oj, ciężko wrócić do pracy, kiedy w dodatku najdłuższy dzień się szykuje... W pracy byłem przed w pół do, wydrukowałem co trzeba i poszedłem na dyżur. Studentka przyszła, więc doszło jeszcze omawianie lekcji... Godzina wychowawcza wyszła super, sama studentka była zachwycona :) Tylko Thereza mnie wkurzyła, bo wpisała sobie swoją klasówkę, pomimo mojej, zaznaczonej już dawno temu i korzystając z faktu, że ma lekcje wcześniej, po prostu ją sobie zrobiła, choć dzieci protestowały, że uczyły się do angielskiego, zapowiadanego dużo wcześniej.  I kłamie w żywe oczy, że pierwsza zapisała... Wróciłem jak zwykle we wtorki późno, posiedziałem z Kajką, po kąpieli poszedłem jeszcze do sklepu i usiadłem pisać listy na Olimpusa. Myśleli, że przyjdę w czwartek na pierwszą lekcję na konkurs, kiedy zaczynam o 11:40... Pogłupieli chyba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz