piątek, 26 lutego 2016

26.02.2016

W nocy miałem antrakt na półgodzinną posiadówkę u wyjca. Nie wyspałem się za bardzo przez to... Od rana w biegu, bo zrobić obiad, pudło z polskimi płytami, ogarnąć się itd, a na 13 do Nikodema. Zdążyłem idealnie, choć Gosia się lekko spóźniła. Poszedłem z papierkiem do dbfo, ale księgowa na urlopie, cholera. Więc pojechałem do biura edukacji licząc na farta i... udało się, mam podpis bez problemu, w poniedziałek załatwię księgową :) Odebrałem jeszcze płyty z poczty i wróciłem wśród wielkich płatów śniegu - surrealizm zupełny. Młoda jest chyba zmęczona tym późnym chodzeniem spać, bo marudzi za kilka siebie... A od niedzieli zostaje u nas teściowa...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz