czwartek, 18 lutego 2016

18.02.2016

Na szczęście plan się jeszcze nie zmienił i pojechałem normalnie do pracy. A tam szał. W ostatniej chwili dostałem test na jutro, tyle, że nie miałem kiedy go drukować, więc po lekcjach zostałem półtorej godziny, dziergając kartki i ustalając sprzęt na jutro - i tak część sal była zajęta i nie dało rady. Szlag. Wróciłem do domu tuż przed 17, na szczęście Gosia zrobiła jakiś obiad, bo przecież bym kogoś pogryzł. Zjadłem i... poszedłem na zebranie do przedszkola, na szczęście dość krótkie i spokojne. Jeszcze tylko zakupy, odłożenie młodej i... zrobienie list na jutro. Zwariuję, muszę pojechać 3 godziny wcześniej, a Kajka idzie do przedszkola już o 7...  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz