wtorek, 2 lutego 2016

02.02.2016

Rano część została u nas, z połową pojechałem na SucheSki. Osiem stopni, wszystko płynie, błocko koszmarne. Najpierw Filip zgubił kurtkę i cały autokar na mnie czekał, bo nie dość, że szukałem mu tej kurtki, aż w końcu pożyczyłem od Karola, to jeszcze czekałem, żeby trafił na stok. i tak jazdy podobno tam były nieziemskie... Dziś dzień Filipa zdecydowanie, bo drugi z nich zawinął się w swoje kule i wypadł twarzą w błoto z autokaru. Cały ubabrany, krew się leje z ust, łzy z oczu, Maryla się drze, afera dzika. I jeszcze łokieć sobie stłukł. Mamo, ratunku. Jeździliśmy do 13:30, sporo ludzi, ale warunki fajne, jednak nie każdy był zadowolony. Po obiedzie basen i łuki, a teraz takie trochę wałkonienie się. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz