* Pamiętnik z życia - jeden dzień, jedno zdjęcie * A diary of a life - one day, one photo * Tagebuch des Lebens - ein Tag, ein Foto * Diario de la vida - un dia, un foto * Denník života. Jeden deň, jedna fotografia * Дневник жизни. Один день, одна фотография * Diary ya maisha. Siku moja, moja ya kupiga picha
wtorek, 25 listopada 2014
25.11.2014
W nocy spadł pierwszy śnieg, ale nie utrzymał się do rana - poza szybami Korsarza... W pracy przeszło, choć tuż przed moim wyjściem zawołała mnie Kinga i nakrzyczała na mnie za tych głąbów, bo nie mogła zacząć lekcji. Rozumiem, że była wściekła, skupiło się na mnie, cholera, mogłem wyjść wcześniej. Ale wcale się jej nie dziwię. Po obiedzie i chłopakach, kiedy jechałem do Nikosia, złapałem gumę. W plecy na jedne zajęcia, półtorej godziny szarpałem się ze zmianą koła - głównie dlatego, że lewarek jest do dupy - sama zmiana koła zajmuje 10 minut. Prowadziłem konwersację z Łukaszem, rozgryzłem zasadę działania lewarka i ufff... Wymieniłem i dojechałem do domu. Wprawdzie wulkanizator był 100 metrów dalej, ale powiedział, że ma dwa dni kolejki i nie robi nic więcej. Super. No i posiedziałem z młodą podczas zajęć Gosi i mając dość, relaksuję.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz