wtorek, 11 listopada 2014

11.11.2014

Nie lubię, jak mamy iść na spacer, ale nie można wyjść, bo: ugotować zupkę, zjeść śniadanie, spiłować pazurki, nakarmić małą, pięć innych rzeczy. Wyszliśmy wreszcie po 12... Skoczyliśmy do parku na Jelonkach, bo zaraz trzeba było wracać. Kajka polatała po placu zabaw i górkach, wydębiła trzy flagi od pani radnej z PiS i jak wróciliśmy, poszła szybko na drzemkę. W tym czasie zrobiłem bezglutenowy obiad: kotleciki z soczewicy z koszulką z szynki szwarcwaldzkiej i frytki z batatów. Pyszne. Na mieście znowu zamieszki, debile.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz