czwartek, 20 listopada 2014

20.11.2014

Taki miły dzień... Zaczął się od dyżuru w szatni, a zaraz po tym Ewa wezwała mnie na dywanik, jak się wyraziła. Dostałem pisemną naganę, że mnie wczoraj nie było na apelu z klasą, wykazałem brak szacunku dla dzieci i kolegów organizatorów, a także za mało się angażuję w pracę szkoły. Takie kartki dostała też Majka, Beata, Monika, Renata i pewnie ktoś tam jeszcze. Bo apel był na lekcji szóstej, a my już nie mieliśmy zajęć, więc sobie poszliśmy. Chuj, że kończyłem po trzech lekcjach. Nie ważne, że nikt nie kazał być na apelu - nigdy tak nie było. Przygotowana klasa wystąpiła i powinno być ok, to żadne obchody, czy ważna uroczystość. A poza tym, chciałbym zobaczyć kogoś, kto bardziej się angażuje. Tylko ciekawe, kto potem będzie robił prezentacje dla burmistrzów i dyrektorów, bo trzeba się będzie pochwalić. W mordę mać. Takiego kwasu narobiła, że szkoda gadać. Lekcje przeleciały, w przerwie poszedłem odebrać płyty od Marty i na obiad, po itn skoczyłem do tesco po gary dla teściów. Wieczorem odklepałem zdjęcia na przewodnik i idę spać.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz