czwartek, 30 października 2014

30.10.2014

No i się stało - Korsarzowi sypnęła się skrzynia biegów. Dramat. Do pracy się spóźniłem, jazda 112 w koszmarnym tłoku mnie rozczuliła, od Słodowca leciałem na piechotę, super. Lekcje, jak zwykle, przeszły szybko - jakiś ten rok jest, tfu, tfu, bezbolesny. Potem obiad, itn, kupiłem książkę dla Iwo i wróciłem 122 z Izą, która jak na katechetkę prezentuje wybitnie zdroworozsądkowe podejście. Gosia poszła na aerobik, a ja latałem z Kajką - padła zaraz po kąpieli. A ja siedzę i robię papierki: na godzinę wychowawczą i harmonogram sali...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz