sobota, 4 października 2014

04.10.2014

Podniosłem się już 6:45, bo Kajka się wyspała. Gosia została w sypialni, odsypiała zatoki, a ja pozmywałem, zrobiłem jajecznicę i zajmowałem się młodą. Ledwo wyrobiliśmy się na kinderparty, bo sójka się wybierała... Poszliśmy oczywiście na piechotę i w Kolorado byliśmy na czas. Mieliśmy zaraz wracać, ale Wyszliśmy po 17... Kajka, po pierwszym szoku, otrząsnęła się i wyszła wreszcie z samochodziku, w którym kazała się wozić. Powłaziła na wszystko, pod koniec latała w sumie sama. Musiała radzić sobie z kilkoma paskudnymi bachorami, ale dawała sobie radę świetnie - wkroczyłem dopiero jak jeden gówniarz zaczął używać przemocy... Wróciliśmy do domu, ja do Kebab Kinga, Gosia do Rossmanna i Kajka nie zaliczyła drzemki - wyrobiła do 20 i padła. A ja obrabiam pracowe papierki. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz