środa, 22 maja 2013

22.05.2013

Ledwośmy zdążyli na rozprawę - bo po co wstać wcześniej, jak można spać do bólu? I tak okazało się, że sędzia była spóźniona o ponad 40 minut i styczność wyszła rekordowo szybka. Zanim jeszcze odebraliśmy papiery, pojechaliśmy na Nowogrodzką i do domu dziecka - dobrnęliśmy do siebie po 16. A miałem wrócić jeszcze do pracy - no bez jaj! Zostały dwa tygodnie - potem już koniec szarpania - mała jest nasza :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz