środa, 26 grudnia 2012

26.12.2012

Co za beznadziejny dzień... Nie  mogłem zasnąć i w sumie spałem może 3 godziny, bo rano pobudka - msza za Huberta o 8:00 - weź powiedz, że nie idziesz... Na szczęście ksiądz wyrobił się w pół godziny - wspaniale. Cały dzień kisiłem się w chałupie, opracowania robiłem i prezentację. Gosia przyjechała dopiero ok. 18, nie jedziemy nigdzie na Sylwka, Hanka mnie już tak wkurwia, że mnie łapy świerzbią... Ufff... Dobrze, że teść ma zestaw ratunkowy i możemy walnąć razem lufę :) Odwilż kompletna i wszystko spływa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz