wtorek, 18 grudnia 2012

18.12.2012

Śniegu po łydki... Nie wiem, po co szedłem do pracy normalnie, mogłem 3 godziny później... Chyba tylko po to, żeby uratować koleżanki na zastępstwa... I tak fajny dzień. Znaczy, spoko. Odśnieżyłem Korsarza na jutro, połamałem w śniegu szufelkę, bo kurde śniegu do pół koła... Cholerna zima.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz