środa, 12 grudnia 2012

12.12.2012

Cały dzień w szkole... Nie mam siły. Siedem lekcji z panem studentem, Karola jest chora, więc udało mi się uniknąć jednych zajęć - tych najprzyjemniejszych... Pojechałem na obiad, zrobiłem zajęcia warszawskie i zebranie... Musiałem wszystkich opieprzyć za spóźnienia - ja rozumiem, że ktoś ma daleko, ale kurde... Fajnie, że mam jednak fajnych rodziców. W domu byłem po 9, bo jeszcze Monikę techniczkę odwieźliśmy. No i temat naczelny - muzyka... Ble.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz