czwartek, 13 grudnia 2012

13.12.2012

Znowu długaśny dzień. Afera się zrobiła z moim studencikiem, bo okazało się, że nie złożył żadnych papierów, ani w ogóle nie wiadomo, co on do cholery studiuje. A ja się dziwiłem, czemu nie chce zajęć z szóstą klasą, przecież tam się leci po angielsku i wszystko płynie - nie, wolał maluchy. Pierwszaków jakoś przebrnęliśmy, choć drętwo, długo i nudno, ale druga pływacka go rozłożyła na łopatki i musiałem przejąć kontrolę, bo nie miał koleś pojęcia, jak wybrnąć... A potem wzywa mnie dyrekcja, wchodzę do gabinetu i... padliśmy ze śmiechu. Chichraliśmy się z 10 minut jak wariaci, spadło na Alę, żeby go wysłać albo do diabła albo po papiery. Jaja :D Po lekcjach jeszcze foto kółko i kolejny dzień zebrań... Zaproszono mnie do pierwszaków, było bardzo sympatycznie, ale 18:15 stwierdziłem, że ja mam dość i wróciłem.  W zasadzie trzy dni temu mieliśmy 8 rocznicę zejścia się z Gosią, ale nam to jakoś umknęło... To dziś walnęliśmy winko z tej okazji :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz