sobota, 21 września 2013

21.09.2013

Nie mogłem się rano podnieść. Po śniadaniu ponosiłem dechy (jak zwykle prace fizyczne) i po obiedzie pojechaliśmy do Różnowa. Zanim co, trzeba było załatwić prezent dla małego Kostka, co Gosi i jej mamie zajęło, bagatela, 50 minut. Reszta, mimo, że wyjechali później, byli dobre pół godziny przed nami. Posiedzieliśmy, wróciliśmy, koniec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz