środa, 23 września 2015

23.09.2015

Nie wiem, jak to się dzieje, ale jak Gosi nie ma rano, to wszystko wychodzi bezboleśnie, bez ryku i na czas. Znowu były awantury, że to nie, tamto nie, co to ma być? Na szczęście udało mi się wyjść jak najszybciej... W pracy przebrnąłem lekcje - męczący dzień, ale przeszedł całkiem przyjemnie. Skoczyłem na chińczyka i do Asi - Iwo chory, to skorzystałem z okazji i znowu pojechałem na Ulrychów, przygotować trasę. Będę zielony jak szczypior, rany... Jeszcze poszedłem na zakupy i wróciłem przed zajęciami Gosi. Jakiś padnięty jestem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz