piątek, 4 września 2015

04.09.2015

Nawet jak mam na później, to spać się nie da - co ta żona odpieprzała przy śniadaniu, to cuda na kiju, młoda budziła się aż dwa razy... Kiedy Gosia poszła, to z Kajką wstaliśmy, zjadła śniadanie, ubrała się, nawet inhalację zrobiliśmy, wszystko na czas, czad. Wprawdzie poszła do przedszkola w podskokach, ale tam wszyscy wyli, więc zamiast ją wrzucić i uciec, poszedłem drążyć temat kupy, cholera, zawsze mnie coś podkusi, żeby posłuchać żony... Musiałem uciec, bo młoda przypięła mi się do nogi... Przed wyjściem do pracy jeszcze sporo zrobiłem - chyba polubię piątki, tym bardziej, że mam dwie lekcje :) Jeszcze Robert przyniósł mi liścik od byłej klasy - wzruszające :) Z pracy wyszliśmy razem - mówię, mamy czas, idźmy na obiad razem. Zahaczyliśmy o sklep i usiedliśmy w bałkańskiej knajpie. I się zaczęło - histeria, że ona tam czeka, zamartwia się, zaraz umrze!!! Poczułem, że jedzenie uwięźnie mi w gardle, więc jebnąłem drzwiami i pojechałem po Kajkę do przedszkole. Młoda wyszła uchachana, zachwycona życiem, a mnie wystygł obiad, świetnie. Katar jej już prawie przeszedł, ale i tak nigdzie nie poszliśmy na spacer, bo zrobiło się chłodno i lało. Polska - Niemcy 1:3 niestety, ale po świetnym meczu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz