piątek, 29 listopada 2013

29.11.2013

Na Mokotowską dotarłem koło 9, na czas, aby zmienić prezentację, bo Gośce się popierniczyło... Samo seminarium... Na starą kadrę uniwersytecką, to ani patrzeć nie da rady, ani ich słuchać, nie wiem, jak studenci dają radę. Tłumaczka portugalskiej profesor - denna, było jej po prostu dać gadać po angielsku. W przerwie na obiad (okazało się, że musimy za niego zapłacić!), poszliśmy do wietnamskiej knajpy, a prezentacja przeszła szybko - trochę pojechałem z podstawą programową, aż Magda się obruszyła, ale wynikło po prostu niezrozumienie, bo mnie Ewa poganiała. Później półtorej godziny latałem za batatami i tak są tylko pomarańczowe. Sprzątam na jutro i jadę do Jonkowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz