poniedziałek, 11 listopada 2013

11.11.2013

Kajka w sumie pospała, po położeniu do siebie i przytuleniu, nawet do 7:30. Po śniadaniu pojechaliśmy z mamą do domu - droga była super, śmignąłem w jakieś 2 godziny 45 minut. Podskoczyłem jeszcze na stację zatankować i zrobić jakiś zakup, za to mamę autobus przeciągną po boku, bo jakaś idiotka wpadła na niego... Nic się nie stało, ale tikens do klepania... Napisałem papierki, posłuchałem muzy, obejrzałem film, robię remanent w płytach. Fajnie. A debile na mieści, w związku z niepodległością znowu porobili zadymy. Do odstrzału. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz