sobota, 23 listopada 2013

23.11.2013

Obudziła mnie przed 9 wiertara - jak wstałem, to przestali wiercić, świnie. Odwiozłem Korsarza do wulkanizacji, żeby zrobili mi koło, i owszem, udało się. Przespacerowałem się po Kole z aparatem, narobiłem materiału, Szoni się odezwał, że mogę wpaść kiedybądź, więc wyszedłem z domu, aby zjeść i pojechać na Bródno. No i jakoś tak się stało, że... zatrzasnąłem sobie klucze na korytarzu. Asi nie było, więc poszedłem coś zjeść, wróciłem i nic. Gosia nie miała telefonu do sąsiadki i znalazłem się w głębokiej dupie. Już przemyśliwałem, że będę nocował u Szona, ale Asia wróciła - tylko 2,5 godziny czekania. Ufff... Pojechałem więc do Szoniego, autobus mi uciekł, ale dotarłem. Walnęliśmy 3 piwka z Sierściem, Szon zrobił kompa Gosi i kiedy wyszedłem, stwierdziłem, że jest wcześnie, to może sprawdzę, co na spotkaniu klasowym... Doszedłem do Semafora, a tam wszyscy, co ostatnio, plus Iwona i Benek :) Długo nie posiedziałem, bo grało disco polo i karaoke, Kasia wracała na Bemowo samochodem, to się zabrałem z nią. Dzień pełen wrażeń...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz