piątek, 23 listopada 2012

23.11.2012

Pierwsze dwie straszne lekcje jakoś przetrwałem, kolejne dwie było spoko. No i w Korsarza i do Olsztyna. Zaczęliśmy od dziecięcej onkologii, gdzie siedzi Hubert. Przygnębiające miejsce, a sam dzieciak lekko zgaszony. Potem urodziny teściowej, trochę własnoręcznej nalewki z wiśni, żeby podreperować humor, i tyle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz