poniedziałek, 19 listopada 2012

19.11.2012

Co za przerąbany dzień. Do pracy poszedłem 1,5 godziny wcześniej, bo był Warszawski Dzień Dobrego Jedzenia i miałem narobić zdjęć. I tak mi się dostało, bo nie zdążyłem w ciągu minuty opstrykać 20 sal i jedna klasa już wszystko zjadła. Kurna, nie dość, że człowiek przychodzi wcześniej, chociaż nie musi, to jeszcze pretensje. Potem wraz z moją klasą zrobiliśmy zdrowe papu - wyszło bardzo fajnie :) No i jeszcze, oczywiście, lekcje do 15:15. Iwo się spóźnił pół godziny, bo miał poprawiać historię... U Kuli wyszła przynajmniej fajna nagrywka :) A potem, o 21:20, Gosia wymyśliła, że nagle musi iść do apteki, bo zapomniała. A jutro mam wejść za nią na dwie lekcje - i kurwa znowu dwie godziny wcześniej do pracy. Zaczynam mieć tego dość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz