piątek, 9 listopada 2012

09.11.2012

Ostatni dzień tygodnia wcale nie musi oznaczać lajtowej jazdy. Pierwsze dwie lekcje jak zwykle w piątki to walka. I rozbrajający rodzice: 'To może on się powinien słówek trochę w domu uczyć?' Nieeee, wciągnie wraz z atomami tlenu z powietrza. Zaabsorbuje. Kurde. A jeszcze mnie Ch. wkurzyła, bo przecież wszystko nie po jej myśli. Mam cały bieg Niepodległości gotowy, ale... Nie dam szczegółów. Albo wszyscy albo nikt. Na szczęście piątki są krótkie, więc szybko załatwiłem zakupy, zabukowałem hotel dla Suzany, obleciałem tablice. Na zajęciach dodatkowych nastąpił błąd,  coś się spierniczyło i posypało... A na koniec transfer na Koło do Kuli na sesję. Przygotowuję się do jutrzejszej wycieczki, muszę wstać o 7... :(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz