Ledwo się rano wyrobiłem, biegiem niemal doleciałem na przystanek, ale i tak czekałem parę minut. Poszedłem dziś na dyżur, bo Thereza przyszła później... No i na szczęście Cian robił dziś połowę lekcji - tę gorszą, więc udało się przeżyć. Potem wysłałem paczkę do Wrocławia, zjadłem obiad i wróciłem na zajęcia z Michałem i Zosią, po czym jeszcze musiałem przyleźć do pracy na kolonijne zebranie... Padam na ryj, chciałem iść po browara, ale mi nie było po drodze...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz