wtorek, 21 marca 2017

21.03.2017

Ale dzień, niech to. Odprowadziłem małą i ruszyłem do pracy - normalka. Ale już w autobusie przypomniałem sobie, że zostawiłem balkon na oścież i poszedłem, szlag. Urwałem się z pierwszej lekcji i wróciłem go zamknąć, no idiota. Pojechałem od razu do Wojtka, a po lekcji na plac Trzech Krzyży, sprzedać płyty. Potem szybko po paczkę na pocztę i wysłać inną do Kamiennej, wróciłem akurat na lekcję. Szkoda, bo przecież musiałem znowu drzeć mordę na tych huncwotów. No i marzanna z drugą grupą skończyła się zbyt szybko - 6c wróciła. Ech. Po pracy pojechałem na obiad i po młodą, a że była najedzona, poszliśmy do lasu szukać wiosny. W lesie napotkaliśmy Jurka z mamą i siostrą, więc dalej leźliśmy razem. Gosia wróciła z zebrania o 20:30, Kajka poszła spać natychmiast - żona zresztą też. Poprawiam zdjęcia Pragi, dopisałem trochę Żoliborza, idę spać...   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz