wtorek, 14 marca 2017

14.03.2017

Znowu dwie pobudki w nocy, szlag. W pracy robiłem niewiele - tylko lekcję z moimi, bo klasa Gosi wychodziła po 10 minutach, czad. Poszedłem z moimi do kościoła, znowu było krótko, więc urwaliśmy się pierwsi i uciekliśmy. Poszedłem na Trębacką do sklepu muzycznego, znalazłem trzy płytki po 10 zł, oczywiście, że wziąłem. Potem obiad i spacer do Kajta. Po zajęciach wróciłem i padłem... A tu syf dziki w kuchni, to między zabawianiem małej i robieniem jej kolacji pozmywałem ten burdel. Bo Gosia wyszła zajęć i umarła na zatoki. Śpi od 8. Oczywiście, jak trzeba młodą położyć, wysuszyć, itd, to ona nie ma siły / jest chora / źle się czuje. A jeszcze jedno dziecko to by chciała, chyba musiałbym się sklonować do tego wszystkiego...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz