* Pamiętnik z życia - jeden dzień, jedno zdjęcie * A diary of a life - one day, one photo * Tagebuch des Lebens - ein Tag, ein Foto * Diario de la vida - un dia, un foto * Denník života. Jeden deň, jedna fotografia * Дневник жизни. Один день, одна фотография * Diary ya maisha. Siku moja, moja ya kupiga picha
sobota, 23 lutego 2013
23.02.2013
Rano lekko zostałem wkurzony, bo zamiast dnia wolnego, odpoczynku i pracy nad prezentacją na niedzielę, miałem dzień robienia jako szofer. O 9:30 Gosia mnie uraczyła prośbą o podwózkę na masaż na Mokotów. Na 11:00. A zjadłbym śniadanie, wziął prysznic i zatankował. Znaczy samochód. Lekko wściekły kolejną ruinacją dnia, wsiadłem w ten samochód i pojechaliśmy. Do Tesco po benzynę. Z Górców na Mokotów pędem na 11. Nie chciałem włazić, potrzebowałem fotek do artykułu, to Gosia się masowała, a ja pojechałem do centrum. Jak przyjechałem po nią, to ciotka Maja naturalnie posadziła mnie na stolcu i mnie też wymasowała. Przyjemne, nie powiem, ale nie lubię takich akcji... Potem do Galerii Mokotów po telefon dla Gosi, butów dla mnie nie było, to chociaż zjedliśmy obiad w restauracji Galicya. Potem jeszcze zahaczyliśmy o Carrefour u nas, co było impulsem po porannej awanturze na tle tego, że żona się mądrzy, a nie ma zamiaru wsiąść za kierownicę, bo się boi. To wsiadła, dwa kółka po Zachodzącego Słońca i pojechaliśmy do Carrefoura. Prawie kupiłem buty, bo fajne były, ale za małe... Gosia również wróciła, trochę mało pewnie, ale dała radę nieźle.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz