piątek, 29 kwietnia 2016

29.04.2016

Oczywiście, jak idę na później, to się ledwo wyrabiam... Do pracy wpadłem w ostatnim momencie, uzupełniłem kartę wycieczki - ale jej nie oddałem, bo nie wiedziałem, że muszę ją wydrukować... Trudno. Zrobiłem szybkie lekcje, odwaliłem co trzeba, a nawet dyżur, na który się spóźniłem - nie bardzo wiem, w co mam włożyć ręce... Jeszcze tylko Nikodem, Monika, obiad i spacer i okazało się, że mogę wracać do domu. Najdłużej zeszło w Almie, bo przede mną stali jacyś idioci, którzy nie dość, że butelki z winem poukładali tak, że turlały się po całej taśmie, nie poważyli warzyw i owoców, to jeszcze dali jakieś kupony, przez które zablokowali kasę, bo się kobita pomyliła... Matko, mało mnie tam szlag nie trafił...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz