piątek, 8 kwietnia 2016

08.04.2016

Piątkowe poranki są spoko, mam chwilę spokoju. Zakłócony wprawdzie został w ostatniej chwili telefonem od Ewy, żeby dać listę do Włoch - okazało się, że Ala spisała dane do delegacji i... wrzuciła listę do niszczarki. Brawo. A po drugie, miałem wreszcie zabrać Korsarza, ale nie mogłem znaleźć kluczyków. Akurat dziś moja żona zapragnęła je wziąć ze sobą, żeby wyjąć zeń parasolkę. Mówiłem wprawdzie o swoim zamiarze, ale zapomniała. Szukałem dobry kwadrans, mało się na autobus nie spóźniłem. Brawo. Lekcje przeleciały szybko - 6c robiła projekt, to sprawdziłem testy swoich, a moi z kolei świetnie weszli w pomysł 'zespołu' - nagrałem przy okazji wyborny klip :) Poszedłem do Nikosia, do dbfo, sprawdziłem, czy nie ma paczek, ale Oldskool pomylił i wysłał kurierem. Brawo. W domu byłem już 15:30, zabrałem Kajkę od Gosi i wróciłem z nią do domu, a Gosia poszła do sklepu, zrobiła obiad i zaległa przed ekranem nad jakimś filmem, przez co młoda skakała ciągle po mnie. A potem był mecz piłki ręcznej z Macedonią i znowu ja młodą usypiałem.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz