wtorek, 19 kwietnia 2016

19.04.2016

Troszkę odespałem tę niedzielną podróż, dobrze, że hotel jest naprawdę fajny. Po śniadaniu Maurizio zabrał nas na wycieczkę po Vasto. Opowiadał o mieście jakiś gość, wszystko trwało koszmarnie długo, bo Włosi robili przystanki na napawaniem się dyskusją i widokami. Oni czekami na nas, aż zdążymy porobić zdjęcia, my robiliśmy już zdjęcia z nudów, bo ileż można kontemplować każde kolejne miejsce. Dało się to zrobić w dwie godziny, trwało cztery. Dobrze, że warsztaty w muzeum były fajne. Po wyprawie poszliśmy do szkoły na lunch i zajęcia. Szkoła jest brzydka, brudna i niedoinwestowana, ale dzieci za to szczęśliwe. Rozbawił nas napis na plakacie - zamiast 'Witamy', było 'Powitanie'. Śmiechy. Zajęcia były całkiem fajne: dwójka robiła mozaikę z kolorowych kamieni, druga dwójka mozaikę w typie tych z łaźni w Vasto, trzecia robiła trabocchi. Trwało to do 17, dziewczyny mnie specjalnie wysłały na zajęcia, bo myślały, że będą miały wolne, a zabrali je na konferencję, z której niewiele rozumiały - bardzo im tak dobrze. Wieczorem poszliśmy na obiad w inne miejsce, tym razem dostaliśmy stek - było bardzo dobre, ale znów wróciliśmy późno. Do tego byłem znowu ogniskiem buntu, bo zacząłem marudzić, że straciliśmy dużo czasu i mogłoby to trwać szybciej. Rzeczywiście zasnąłem w oczekiwaniu na cokolwiek... Violeta tak samo, ale ta akurat uciekła podczas rozmowy, więc ciągnąłem sam, ze wsparciem od Sevinc. Obrażą się na nas... Jutro wstajemy godzinę wcześniej, czyli o 6... Sraka przeszła. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz