* Pamiętnik z życia - jeden dzień, jedno zdjęcie * A diary of a life - one day, one photo * Tagebuch des Lebens - ein Tag, ein Foto * Diario de la vida - un dia, un foto * Denník života. Jeden deň, jedna fotografia * Дневник жизни. Один день, одна фотография * Diary ya maisha. Siku moja, moja ya kupiga picha
niedziela, 17 kwietnia 2016
17.04.2016
Spałem chyba 4 godziny, wyrobiłem się na taksę i pomknęliśmy na Okęcie. Wprawdzie grupa czekała w dwóch miejscach, ale udało nam się zebrać i koło 5:30 przeszliśmy bramki. Lot rwał niecałe 2 godziny, wszyscy podekscytowani, wylądowaliśmy w Bergamo, oddaliśmy bagaż do przechowalni i podjechaliśmy do Mediolanu - wszak mieliśmy 12 godzin wolnego. Poruszając się metrem i pieszo, zrobiliśmy mnóstwo rzeczy: katedrę z dachu, La Scalę, zamek Sforzów, park i muzeum Da Vinci. Rano wdepnęliśmy do McDonaldsa, co okazało się dużym błędem, bo koło 16 dostałem sraki - akurat w restauracji... Do tego przed tym McD nawiedził nas jakich Afrykański handlarz bransoletkami, zawiązał kilka dzieciakom, one sobie poszły, a ja zostałem. No i awantura o zapłatę gotowa. Dałem mu drobniaki i uciekłem... Do muzeum nie poszedłem, bo byłem, za to połaziłem po mieście, trafiając do tego sklepu muzycznego na via Torino - oczywiście wyszedłem z piwem... :P Na 20 byliśmy z powrotem na lotnisku, wsiedliśmy w samolot i polecieliśmy do Pescary - tym razem nie obyło się bez turbulencji i twardego lądowania. I jeszcze tylko godzinka busem i nieco po północy byliśmy już w hotelu. Spać.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz