piątek, 21 września 2012

21.09.2012

Przychodzę rano do pracy, otwieram paczkę z książkami, które mam rozdać na lekcji (przyszły wczoraj) i... to nie te książki. Mało mnie szlag nie trafił. Po lekcjach biegiem leciałem je wymienić, potem zamówić prezent ślubny dla Richarda i Lorraine i... popieprzyłem godziny zajęć popołudniowych. Kurdesz. Przerąbane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz