wtorek, 10 maja 2016

10.06.2016

Ufff... Kasia pojechała ze swoimi do Pragi, a my ruszyliśmy w góry. Jako, że śnieg leży jeszcze w wyższych partiach, poszliśmy nieco dołem, skręcając przy Paciorkach na trasę pod Kotłami. Szło się "genialnie" i "super", nie dość, że śnieg przy tym cieple, widoki, piękna droga wśród skałek, sam cymes. Robert wyrwał do przodu, w schronisku ostatni przyszli 40 minut po pierwszych... Potem tylko zjazd na pysk do Szklarskiej, gdzie połowa leżała na kamieniach i przejażdżka kolejką pneumatyczną - Kajka znowu była zachwycona :) Ze Szklarskiej, gdzie nie mieliśmy tym razem czasu posiedzieć w knajpie, pojechaliśmy na termy do Cieplic i tam dwie godziny pławienia się załatwiły sprawę. Kajka szalała, dzieciaki szalały, ekstra sprawa. Wieczorem starałem się zaś robić wszystko na raz: odbierać telefony od Ewy, usypiać dziecko i tworzyć prezentację na wystawę. Na koniec Ali postawił wszystkim rundę i znowu cięliśmy w bilarda. Miły dzień, choć męczący. Dzieciaki padły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz