czwartek, 5 maja 2016

05.05.2016

O mamo. Dobrze, że nie musiałem iść na pierwsze lekcje, ominęło mnie szczęście siedzenia z 4a :P Pojechałem na 11 do urzędu i udało się załatwić wszystko, co miało być, choć naczelnicy wydziałów o niczym za bardzo nie wiedzieli. Burmistrz stwierdził, że nie ma kłopotu i... zostawił. Ale nie szkodzi, wszystko załatwione. Wróciłem na dwie lekcje do pracy, nie wiem po co, bo moich było zaledwie 8 osób, więc poszliśmy pograć w kosza. Po lekcjach pojechałem zjeść i odebrać płyty, miałem jeszcze podpisać papiery, ale przy resecie telefonu straciłem adres i numer telefonu, więc nie poszedłem... Odwiedziłem jeszcze dwie knajpy i wróciłem do domu - w kiepskim humorze, bo dostało mi się za złe umieszczenie lekcji Gosi w harmonogramie - przy czym harmonogram nie był zupełnie gotowy, co nie przeszkadzało profilaktycznie zrobić afery. Potem jeszcze pół godziny gadałem z Beatą i teraz siedzę i dłubię w papierach. Nie wszyscy potwierdzili przyjęcie gości, szlag.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz